sobota, 14 grudnia 2013

Chapter XVII ~ Gdzieś w głębi serca marzyli o sobie


Spojrzała na niego z bólem. Kochała go, a on jej nie. To tak strasznie boli kiedy kogoś kochasz, a on Cie tak rani. Spuściła głowę w dół – Tini – Usłyszała jego melodyjny głos.  Nie potrafiła mu spojrzeć w oczy, nie teraz.  – Przepraszam, to za trudne – Powiedziała poczym wybiegła. Jorge powolnym krokiem ruszył za nią, wiedział gdzie poszła, przecież jest tylko jedno miejsce.  Wyszedł z teatru nie zwracając uwagi na to, że za kilkanaście minut mają próbę generalną. Musiał za nią iść. Wierzył. Wierzył, że los może napisać im jeszcze szczęśliwe zakończenie w tym scenariuszu.

Zobaczył ją. Była tam, Tam gdzie zawsze chodzi kiedy łapie tak zwanego doła.  Podszedł bliżej.  Miała zamknięte oczy, a słońce przyjemnie muskało swymi promykami jej twarz. Wyglądała tak pięknie. A on, on sam nie rozumiał dlaczego. Dlaczego tak się krzywdzą? Dlaczego się nienawidzą? Wydawałoby się, że wszystko można odkręcić jednym ,,przepraszam’’, ale nie. To zaszło już za daleko. Nie było to już tak, że po prostu nie byli przyjaciółmi. Nie. Oni byli wrogami, którzy gdzieś w głębi serca marzyli o sobie.

,,Teraz musisz być silniejsza niż kiedykolwiek’’ Teraz w jej głowie jak i w sercu błądziły te słowa.  Życie jest takie trudne, a takie piękne, ale teraz wiedziała co trzeba zrobić. Kiedy o dziwo udało jej się wrócić do domu spakowała wszystkie swoje rzeczy do walizek ,, Nie mogę tu dłużej zostać, wracam. Wracam do rodziny i prawdziwych przyjaciół’’ Tak zostawiła ich, zostawiła najlepszych ludzi jakich znała. Dlaczego? Bo myślała, że to miłość. Prawdziwa miłość.

Osłupiały stał koło garderoby swojej ukochanej. Nie mógł uwierzyć, że ona go nie kocha. Przecież było im tak dobrze, a może tylko jemu było dobrze? Nie, nie ona także była szczęśliwa. Albo udawała?  Pod tym względem życie jest straszne. Pełne niespodziewanych zwrotów akcji i pułapek. Zazdrościł tym, którzy potrafili połapać się w tej gonitwie. Nie rozumiał tego  co się dzieje  w jego życiu. Może to czas aby dorosnąć? Może to znak?

Był cicho, ale ona wiedziała, że tu jest. Czuła jego perfumy, te które tak uwielbiała. Jednak Ne dawała mu odczuć, że wie o jego obecności. Otworzyła lekko oczy i uśmiechnęła się. – Co się stało? – Zapytał. I co miała mu odpowiedzieć? Prawda jest okropnie bolesna. – Wszystko się zmieniło. Popatrz tylko jak się zachowujemy wobec siebie – wydusiła z siebie te słowa. Popatrzył na nią i kiwnął głową. – Tak masz racje. Nie powinno tak być – Szepnął. Przytaknęła mu. Obydwoje wiedzieli, że czas z tym skończyć.

                                                                     Kto by się spodziewał?

                                                        Jest piękna, no przesadziłam, jest sobota.

                                                        A ja dodałam rozdział. Emm co tu powiedzieć.

                                                         Z dwa tygodnie nie było, ale w szkole miałam

                                                         Trudniejszy tydzień i nie dałam rady, ale mam

                                                         Chyba dobrą wiadomość. Otóż rozdziały będą

                                                         …częściej :) Teraz to mój jedyny blog, więc..

                                                         Mam napisane dwa One Shoty jeden trzeba

                                                          Dopracować i będzie super. Rozdział chyba

                                                            Trochę dłuższy niż zazwyczaj  ;*

sobota, 30 listopada 2013

Chapter XV ~ Ty mnie nienawidzisz

Taki se krótki rozdzialik,bo stąd odchodzicie :(  :(  :(


Powoli wyszła zza kurtyny. Rozejrzała się po wielkiej scenie. Jej  obcasy wydawały przyjemny dźwięk, kiedy stykały się z drewnianą posadzką. Wokół niej natomiast wiele portretów, tych znanych i tych mniej aktorów, którzy grali  na tej właśnie scenie.,, Może ja też się tu znajdę’’ – pomyślała. Przeleciała scenę swym wzrokiem jeszcze raz, teraz była pewna, że jest tu sama. Ręce momentalnie rozstawiła na boki, lekki wiatr wpuszczony przez okno zza kulis, tańczył walca z jej kasztanowymi włosami. Czuła się wolna, jak nigdy, przez chwile jej ciało przeszła euforii, bo czuła się jakby uciekła od wszelkich problemów. Z jej malinowych ust wydobyły się słowa piosenki, którą zaraz miała wykonać z Jorge.  Ale to nie były tylko słowa, za sobą słyszała melodie, która idealnie komponowała się z melodią. Skończyła.  Na swojej tali poczuła czyjeś ręce, ta osoba po chwili obrócił ją w swoją stronę. Był to Diego. Spuściła delikatnie wzrok, żeby łzy mogły spokojnie polecieć z jej oczu. Chłopak delikatnie podniósł jej podbródek.

- Dlaczego płaczesz?- Zadał jej pytanie, komponując je w ten banalny tekst.

- Bo cierpienie zjada mnie od środka- szepnęła. A on zimpretetował to tak jakby tęskniła za nim, za jego bliskością. Męska logika.

- Tak nie musi być – Powiedział przysuwając ją bliżej. Znów spuściła głowę, a on po raz kolejny ją podniósł. Jednak przy tym pocałował ją. Martina za wszelką cenę starała się go odepchnąć, jednak on był silniejszy. W przerwach jego długich pocałunków krzyczała tylko o pomoc, jak gdyby ktoś ją porywał. – Co tu robisz?- Ktoś nagle wszedł na scenę. Dziewczyna szybko zorientowała się kto to.

- Pomóż mi – Krzyknęła, kiedy Diego na chwilkę się od niej odessał – ciołku – dodała cicho
Chłopak powoli do nich poszedł, a jakby ruszył swoje szanowne cztery litery, zdążył by ją uratować przed kolejnym pocałunkiem chłopaka. Ale teraz już tam był stał koło niej, wyraz jego twarzy nic nie mówił. – Zostaw mnie- krzyknęła do Domingueza, a wtedy go oświeciło ,,Czyli, że ona nie chce ‘’ – pomyślał. – Słyszysz co powiedziała? Zostaw ją – Powiedział zaciskając pięść, widzący to Diego od razu oderwał się od brunetki. – Dziękuję Jorge – wyszeptała wtulając się w jego tors. Zdziwiony tym chłopak nie wiedział co robić. – Tini- szepnął speszony chłopak. Spojrzała na niego. – Ty mnie nienawidzisz- dokończył
****
Następny raczej się pojawi. Nie wiem kiedy, ale powinien być.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Chapter XIV ~ Nowy początek


Więc chyba już dokładnie wiecie, co się działo, a później? Kontynuacja tej dziwnej, a jakże pięknej historii ma miejsce teraz. Brzmi to może nieco absurdalnie, niemożliwe ? Otóż nic bardziej mylnego. Historia, którą chciałam wam opowiedzieć cały czas ciągnie swój tok wydarzeń. Można by powiedzieć, że się zakończyła, ale teraz zaczynam nowy rozdział. Rozdział czasu teraźniejszego. No więc pewnie chcecie wiedzieć co teraz się wydarzy. Nie będzie łatwo tego streścić, ale cóż nikt nie mówił, że będzie łatwo. Kiedy najważniejsze i zarazem najtrudniejsze zaznały końca wszyscy spodziewali się braw, oklasków, wiwatów i widowiskowego pogodzenia, a co się działo?  Ona, znów siedziała na parapecie wyglądając przez szybę. Deszcz za oknem cicho nuci, podobnie jak jej serce. A chwile? Jakby porównać je do deszczu? Tak samo ulotne i czasem podobnie męczą. Ale mniejsza o to, przecież to tylko deszcz. Nie znaczy tyle co pustka w sercu, którą bezsilnie próbowała załatać, niczym dziurę w ulubionych jeansach.

[…] I powiedz mi czy jesteś kim chcesz być.

,,A co jeśli  nie jestem?  Jeżeli nie potrafię być? Kiedy mnie to przerosło? Teraz kiedy jestem już nikim mogę powiedzieć co czuję, może przyznać się do błędów. I tak nikt mnie nie usłyszy, bo mówię za cicho. Mój głos do nich nie dociera, bo jestem nikim, bo spadłem na dno. A tam nikt mnie już nie znajdzie, bo nikomu nie uda się spaść tak nisko. ‘’ Do ręki wziął gitarę, powoli szarpał za struny, jak gdyby bał się, że delikatne linki nagle pękną. Tak dawno nie grał na tym pięknym instrumencie. Ochota na to przeszła  wraz z miłością. Powinien być wtedy ostrożny, a nie był. Obojętność przez niego przemawiała, ale przecież nie tylko. Był szczęśliwy i to się liczyło.

Słuchawki na uszach to podstawa. Bez nich nie ruszała się z domu. Nawet w pracy włączała sobie muzykę, dzięki czemu pisanie kolejnych dokumentów szło jej łatwiej. Clara była jak i jest dziewczyną zapracowaną. Tylko dźwięk ulubionej piosenki sprawia, że ma jeszcze chęci do benedyktyńskiej pracy. Ogólnie życie bardzo ją pokarało, w młodym wieku musiała wyjechać, aby pracować w Paryżu. Takie piękne miasto, a tak trudno się tam żyje. Ale do rzeczy, zostawiła swoją rodzinę, a później straciła z nią wszelki kontakt. Może to zabrzmiało absurdalnie, bo jak bez chęci obu stron stracić ze sobą kontakt. A to wcale tak nie było.  Mały wypadek z telefonem, a bardziej jego kartą sprawił, że piękna kobieta żyła odizolowana od rodziny, która wcale nie raczyła jej szukać. Otóż nic bardziej mylnego. Gdzieś w Argentynie, a dokładniej w Buenos Aires czekała na nią grupka cudownych ludzi, która żyła nadzieją, że jeszcze zobaczą Clare.

Ostrożnie uchyliła drzwi dużego wieżowca. Rozglądnęła się uważnie po pomieszczeniu. ,,Gdzie ja jestem?’’ To pytanie z całą pewnością krążyło gdzieś w jej głowie. Mogła krzyczeć, lecz tego nie uczyniła. Pewnie i tak nie usłyszeliby jej.  Jest zbyt słaba, wręcz zabiedzona. Prawdę mówiąc zmęczona tą ciągłą ucieczką, cóż nie mogła pogodzić się z prawdą. A prawda była taka, że on znów ją wykorzystał.

Jak na mnie to całkiem długi. Tym razem całkiem szybko się tu znalazłam. Szczerze mówiąc to miałam go PRAWIE  gotowego na piątek, zostało mi kilka zdań, lecz musiałam się pakować ( cały weekend spędziłam u babci gdzieś na wsi :D ) Jednak najważniejsze, że jest xD Po ostatnim zdaniu wywnioskuję, że coś mi się stało :3 Dobra następny rozdział postaram się dodać w tym tygodniu, a dokładniej przed weekendem. Trzymajcie kciuki J Smutam, bo po tej przerwie mniej osób czyta :c

Nie chcę dużo zdradzać, ale Jortini nie tak zaraz.  Mam pomysł, i chcę go wykorzystać.

XOXO

niedziela, 3 listopada 2013

Chapter XIII ~ Wszystko ma swój początek i koniec.


Powiem tak – Jest pół na pół. Trochę z narracji pierwszoosobowej, a trochę z trzecio… Przepraszam… Z długością też nie zaszalałam.

Kolejny z rzędu dzień rozpoczęty kłótnią.  Dlaczego oni nie mogą zrozumieć ? Każdy ma czasem gorszy okres, a to i tak przez nich. Nie mogę pogodzić się z tym, że ona zapomniała. Chciała zapomnieć i potrafiła. A mnie przychodzi  to z wielkim trudem. Nie jestem już człowiekiem, tylko jego wrakiem. Popularne.  Każdy nastolatek może tak powiedzieć, może wstawić na facebooka zdjęcie i dopisek ,,Wrak człowieka ‘’ jednak nie wie co to znaczy.  Ale ja wiem,  dlaczego? Przecież tego nie chciałem.  Miłość – Piękne słowo, ale czasem takie okrutne, aż brak mi słów, aby je opisać.  Zafundowało mi tyle cierpienia, a kiedy chciałem wszystko naprawić  zabłądziłem.  Mogłem się wycofać, albo dalej brnąć w tą ślepą uliczkę uczuć. Mogłem, właśnie czas przeszły. Teraz się nie da, nie da się z tego wycofać. To zaszło za daleko. Choćbym nie wiem jak chciał, zostanę tu. Czasu nie cofnę… Nikt nie cofnie…

- Nie, nie, nie – złapała się za głowę – To zaszło za daleko- przyznała                                                                          - Ale co słońce ? –Zapytał nic niewiedzący chłopak                                                                                              - Jestem najgorsza- chciał jej przerwać, ale nie udało mu się – Wykorzystałam Cie – przełknęła ślinę – Nie traktowałam tego poważnie, nie kochałam Cie i tak pozostało. Myślałam, że może dzięki Tobie zapomnę – rozpłakała się.  Chłopak  objął ją ramieniem  - Wydaje Ci się – szepnął.  Wtedy już mogła wybuchnąć, tak trudno było jej wyznać mu ,że go nie kocha, a on wmawia jej i samemu sobie, że to bujda.  Nie, tego było za wiele. Najwyraźniej Stoessel też tak uznała, bo podniosła się na równe nogi i stanęła przed chłopakiem.  – Znikaj stąd i z mojego życia.  Na zawsze.

I tak to się skończyło, bardzo podobnie jak się zaczęło, ale to był już koniec.

Dam, dam.  Oj trochę długo mnie tu nie było , bo  prawie trzy tygodnie, ale spokój już jestem xD Swojej popularnej wymówki o szkole nie zastosuje, znudziła mi się pomimo braku cienia bzdet.  Awww  Majka wjeżdża ze swym biedniutkim zasobem słów.

1 komentarz = 1 słowo wykute w mojej główce więcej :D

Czyli inaczej ładniej napisane rozdziały :) Phi ! Co ja gadam? Ładniej? Hm powinno być tak ,,Trochę lepiej, lecz i tak fatalnie’’

Ale teraz serio! Powaga na Sali *-* Cały długi weekend myślałam nad tym blogiem i byłabym go tu dziś zawiesić, ale coś w sercu mnie ukuło i zamiast tego napisałam rozdział.  A jaka byłam na siebie zła! Ale do rzeczy, coś o rozdziałach:

Diego też bierze udział w przedstawieniu, i jak się teraz namiesza. Uuuu

Kto zgadnie kiedy Jortini? Bo Dietini odpłynęło wraz z weną na inne blogi :D

środa, 16 października 2013

Chapter XII ~ Łe! Oni się liżą! ;) part 1

Tytuł xD Ja i moja pomysłowość. Z góry proszę o komentarze :) Wiecie o co chodzi z tytułem ?

Po raz pierwszy zrozumiałam, czym jest radość prawdziwa, kiedy to na gałęzi jarzębiny pojawił się pierwszy, wczesnowiosenny pąk..  Wtedy właśnie dostałam pewną ulotkę. Zapewne, gdybym była zwykłą kobietą owa ulotka znalazła by się w koszu, a jednak jest. No tak Martina Stoessel nie jest taka jak inni. Brunetka, o czekoladowych oczach była i jest wyjątkowa. Co by tu więcej mówić. Stałam się wzorem dla wielu dzieci, a to tylko dzięki kilku przedstawieniom. No tak ulotka, która trafiła w moje ręce była propozycją, propozycją  pracy na scenie. Pierw odpowiadałam tylko za rekwizyty, ale cierpliwość może uczynić cuda. Z biegiem czasu występowałam na wielkiej scenie. Jednak moje życie nie zmieniło się aż tak bardzo. Moje życiowe ,,ale’’ zostało ze mną. Tym razem był to nowy aktor, który był mi aż za dobrze znany. Wtedy właśnie zagrać miałam zimną królową. Jemu natomiast przypadła rola mojego zimnego syna. Reakcja oczywiście była jasna. Rzecz w tym, że to mógłby być

                                                                     ~,~

Mijały dni, tygodnie i miesiące. Sztuka zbliżała się wielkimi krokami. Prawie wszyscy aktorzy mieli potworną  scenę, no tak. Mówiąc szczerze to miało być jutro. No więc tylko jedna osoba obchodziła się z tremą za pan brat.  Oczywiście chodzi mi o pannę S. Cały czas planowała co zrobić, z Jorgim. Przecież nie nazwie go z lekka uszczypliwie na scenie. – Do diabli, z tym człowiekiem! – krzyknęła starając się z relaksować w wannie. Jej ulubiony olejek drogocenny nie miał nic do gadania z  jej dylematami.-Do diabli z jakim człowiekiem? – zapytał Diego zza drzwi. Dziewczynie nie pozostawało nic innego jak iść mu wytłumaczyć. Wytarła się ręcznikiem , założyła bieliznę i szlafrok poczym wyszła. Spojrzała na chłopaka z wyrzutem. – Słucham Dieguś – szepnęłam mu we włosy kiedy raczył mnie objąć.- Kogo ty tak masz dość? – zapytał. Przewróciłam oczami. Oczywiście po chwili powiedziałam mu, że to nie o niego chodzi. – A wiesz, że Cie kocham?- zapytał. Wtedy właśnie straciła grunt pod nogami, bo co miała powiedzieć? Ona wcale nie chciała go zranić. Nie kochała go , było jej przykro z tego powodu ,ale cóż taka była prawda. Martina kochała tylko jednego chłopaka, bruneta o głębokich zielonych oczach. Uśmiechnęła się, jednak na widok skamieniałej twarzy chłopaka jej uśmiech zbladł. No tak nie otrzymał od niej odpowiedzi. A jej tak cholernie zależało na nim, ale nie potrafiła go kochać, a już na pewno nie jak chłopaka. – Myśl Viola, myśl – ponaglała się w myślach. Wiedziała, że ma dwa rozwiązania. Wybrała drugie. Mocno wpiła mu się w usta. Chłopak zaczął odwzajemniać pocałunek, tym samym wkładając jej język do buzi. Jednak w tym momencie przymaszerował  mały Andi ( brat Diego ) – Łeee! Oni się liżą-  wrzasnął. Martina bardzo nie lubiła owego chłopczyka. Miała ochotę spiorunować go wzrokiem. Uprzedził ją jednak  jej chłopak. Wyprowadził chłopca z pokoju, a później zaczął ją całować.

Bożżż !Tylko ja mam dość Diego w  moim opowiadaniu xD? Za karę niedługo pogodzę Jortini, normalnie J Mam pomysł… Następny rozdział będzie ( chyba ) dłuższy i nie będzie na siłę tak jak ten. Przepraszam *-* Znowu was zawiodłam jestem straszna L Przepraszam za Dietini, już za kilka rozdzialików ich nie będzie ;) Powiem jedno Romeo i Julia, pomysł ten leży trochę po stronie Patrycji Verdas. Dlaczego. Otóż na innym blogu zaproponowała/ś mi książkę Romeo i Julia J Dalej dowiecie się już prędko.

Pozdrawiam Tini Verdas

sobota, 5 października 2013

Chapter XI ~ Wszystko się wali // Dalsze losy bloga ...


Łzy napłynęły do jej oczy same. Bez powodu. Marzyła o tym żeby zniknąć. Tak wiele złego wydarzyło  się w ostatnich latach jej życia, że najchętniej by zasnęła i się nie obudziła, bo czasu nie cofnie. Czasem myślała,  że lepiej by było gdyby w ogóle się nie urodziła. Wtedy nie zraniłaby tyle ludzi, wtedy jej by nie zraniło tyle ludzi. Lepiej by było gdybym go w ogóle nie poznała – myślała. Jednak wiedziała, że gdyby nie poznała tego pięknego bruneta jej życie nigdy nie miałoby tylu kolorów, co przed dwoma latami. Chciał wrócić do tego czasu, cofnąć czas i żyć tak jak kiedyś. Nie wypuścić Jorge do miejsca, w którym skończył się ich Happy And. Ona chciała znowu go mieć, znów być pewna tego, że ją kocha. A teraz? Nie wiedziała nawet czy mieszka w tym samym domu co kiedyś. Czy cały czas nosi ją w swoim sercu i czy w ogóle czasem o niej myśli. Albo czy jeszcze kiedykolwiek się spotkają ? Nie wiedziała, ale teraz wiedziała, że całym sercem tego pragnęła.

 

Chłopak maszerował jedną z wielu uliczek owego miasta. Miał dość zamieszania w swoim życiu. Nie był dumny z ostatnich lat swojego życia. Nie podobało mu się to co miało miejsce z Lucią. Źle się zachował. Nie powinien jej nawet dawać szans na to , że mogą być razem. A tak zranił tylko jedną osobę więcej. Był na siebie zły, ale nie mógł dużej sobie wmawiać, że nie kocha Martiny. On ją kochał, a ona jego, ale żadne z nich nie miało siły na zmierzenie się z prawdą. Jednak chłopakowi nie brakowało ambicji i postanowił sobie, że musi znaleźć przepiękną brunetkę i z nią porozmawiać.

 

Nie wiedziała dokąd iść. Zatracona w sobie, zgubiona. Ponownie. Znowu dała się nabrać na głupie słowa Kocham Cię. Prawda jest taka, że nikt mnie nie kocha – myślała. W natłoku emocji nie wiedziała o robi. Nie miała siły na dalsze funkcjonowanie. Położyła się sama nie wiedziała gdzie. Może był pięć kilometrów od domu, a może więcej. Pamiętała tylko, że wybiegła z domu gdzieś na północ. Nie mogła uwierzyć, że Facundo znów ją wykorzystał. Nie kochał jej. Chciał tylko… Nie, nie, ona  sama nie wiedziała czego chciał. Może chciał ją znowu przelecieć, albo zabrakło mu jej w łóżku. W każdym razie jej życie w kilka dni odwróciło się o 180 stopni. Niestety w tą gorszą stronę.
                                                                                     ****
Krótki, nudny i długo by tu wymieniać wady mojego opowiadania.
Jestem młoda mam mniej niż 13 lat i nie obdarzyli mnie talentem
literackim. Naprawdę mi przykro! Ale cóż uwielbiam pisać
opowiadania pomimo braku czasu. Staram się. Tego nie widać,
bo jestem typem pechowca i nic mi nie wychodzi. Najchętniej
przyjełabym zasadę ,,Wszystko można kupić za pieniądze''
Niestety nawet gdzybym oddała dorobek życiowy talentu
nikt mi z niebios  nie ześle. Ciesze się, że mimo wszystko
jesteście tu i czytacie. Dziękuję, każdy komentarz był dla
mnie czymś wielkim. To moze brzmi jakbym stąd odchodziła
i tak może być. Mam ostatnio zamęt w głowie i nic nie potrafię.
W najbliższym czasie dowiecie się co dalej ze story-jortini.

Pozdrawiam i liczę, że zostaniecie ze mną do końca, który sie zbliża.
Tini Verdas ;***

PS Biorę też pod uwagę wyświetlenia, które w ostatni czasie zmalały aż o 100 przy rozdziałach, co mnie strasznie zdołowało. Myślę, że dalsze pisanie tego bloga jest impossible. Pogodzę Jortini, co rozwlekę  tak jak chciałam i chyba po prost odejdę. Na tą chwile nie widzę innego rozwiązania. Chcę też zrealizować największe marzenie czyli założyć bloga z One Shotami. Niestety sama nie dam sobie rady ;(

W szczególności dziękuje Patryci Verdas, która zawsze była przy mnie i nie mam innej możliwości jak podziękowanie jej.
Dziękuje Ci kochana <3

piątek, 27 września 2013

Chapter X ~ Femme Fatale


Słońce dopiero wschodziło nad horyzontem, kiedy dziewczynie otworzyły się oczy. Uśmiech wykwitł na jej twarzy przy wspomnieniu dnia wczorajszego. Jednak nie myślała o tym, że pocałował ją Diego. Chociaż to pewnie na długo zostanie jej w pamięci. Przekonała się bowiem, że chłopak całuje wręcz wyśmienicie. Czuła się wtedy jak w raju. Niestety nie było koło niej jej księcia… tylko Diego. Myślała o kimś kogo zobaczyła. Doskonale pamiętała moment, w którym wpadła w ramiona Jorge. Te jego oczy, które lśniły tak jak dwa lata temu, jego nieziemski uśmiech. I jej wredne zachowanie względem niego. Była chamska jednak nie wiedziała co robić. Zostawia ją, pisze list, który całkowicie przekreśla ich, a potem wraca. Wraca do Argentyny i jej serca. Normalna nastolatka rzuciła by mu się w ramiona. Stoessel jednak trzyma się od niego z dala, i stara sobie wmówić, że Kocha Diego. A może powinna stawić czoła przeznaczeniu?

 

Alba po raz kolejny tego  dnia musiała iść do przychodni. Jej synek David znów źle się poczuł. Niestety pani doktor twierdziła, że chłopcu nic nie jest czym do reszty zepsuła 25 letniej Albie dzień. Przez nią kobieta musiała biegać po kilka razy do przychodni co naprawdę ją zmęczyło. Jednak za ósmym razem miała szczęście, przyszła nowa pielęgniarka, która o dziwo stwierdziła chorobę u chłopca. Zatroskana mamuśka jak to mamuśce wypada zaczęła się martwić o synka. Bała się, że będzie zmuszona siedzieć z nim w domu kilka dni. Bardzo kochała swojego synka, ale równie ważna była dla niej praca. Od rana do późnego wieczora pracowała ciężko kancelarii radcowskiej. Strasznie nudziła ją owa praca, niestety potrzebowała środków do życia, alimenty nie sięgały nawet 500 złoty miesięcznie, więc nawet nie starczało na wszystko dla jej synka. I właśnie dlatego kobieta postanowiła rozpocząć pracę na krzesełku radcowskim i zarządzać dużą firmą, która przynosiła jej duże zyski. Osiągnęła to czego chciała, mogła zapewnić synowi dobre dzieciństwo w dostatku.

 

Po raz kolejny szok. Kolejne miliony zebrane wokół jednej niewinnej Lambre. Dziewczyna nie wytrzymywała oblężenia przez reporterów .Najchętniej wróciłaby do domu, założyła dresy i zajadała się masłem orzechowym.  No i tak powinno wyglądać życie dziewczyny w jej wieku. Jednak ona musi mieć inaczej. Od poniedziałku do niedzieli, od rana do wieczora na planie, w studio nagraniowym, na sesji lub na wywiadzie. A gdzie tu miejsce na odpoczynek, wypad z przyjaciółmi czy leniuchowanie? W harmonogramie panienki Mercedes nie istniały rzeczy pokroju zabawy. Było praca, praca, praca, sen. Sen, ale jaki? Kilka godzin spędzonych na niewygodnej sofie w garderobie. Ona nawet nie miała czasu na powrót do domu. Jej dom oblegany przez nią był może dwa razy w miesiącu, nie więcej. Jednak blondynka nie chciała już tak żyć. Chciała raz na zawsze zmienić swoje życie! Jak? Sama jeszcze nie wiedziała, ale miała do tego ambicje.

                                                                             ____________

Tak oto prezentuje się króciutki rozdział 10.  Pewno nikt się nie łapie kto w tym opowiadaniu ile ma lat ;) Zrobie coś za kilka dni i dodam zakladke ,, bohaterowie'' a tam ich wiek. Albo coś podobnego.

1 Jest jaka osoba, której podoba się rozdział?
2 Chcecie konkurs na pogodzenie Jortini?
3 Chcecie dłuższe rozdziały?
4 Jak myślicie ile mam lat ? xD
5 Jedną scenę wzięłam z pewnego serialu. Ktoś wie o, którym serialu mowa?
6 Chcecie wiedzieć jak potoczą się losu bohaterów?
Następny raczej za 7 dni

                                                                          Pozdro ;***